środa, 9 listopada 2011

1.

Zadzwonił telefon. jej ciało napięło się całe jakby szykowało się do skoku. Po trzecim sygnale odebrała.
-Halo- powiedziała lekko drżącym głosem.
-Zabiję Cię Ty SUKO!-to znowu on.
Rzuciła słuchawkę. Podbiegła do gniazdka i wyrwała kabel ze ściany z takim impetem, że aż dziwne, że ściana dalej jeszcze była w tym samym miejscu. Usiadła na podłodze, podkuliła kolana pod brodę i zaczęła płakać. Deszcz bębnił w okna jej wielkiego poddasza. Gdzieś w oddali słychać było grzmoty oddalającej się burzy. Byle by tylko przetrwać do rana- pomyślała.
...

-Detektywie Conors, mam dla Pani nową sprawę. Ja idę na urlop, ale chyba sobie z tym poradzisz?!-w głosie komendanta usłyszała cień wątpliwości, ale przyzwyczaiła się do tego. Komendant nie był zły, ale uważał się za absolutnego Boga w dziedzinie rozwiązywania zagadek zbrodni. Kiedyś przed laty udało mu się rozwiązać zagadkę pewnego seryjnego mordercy, choć co poniektórzy twierdzą, że to sukces jego ówczesnego partnera, dostał awans i siedzi teraz za biurkiem jak wszechmogący i rządzi jednym z trzech komisariatów w Bluming.
-Conors, weź Storka i Panniniego i jedzcie na Trust street 25, tam już czeka na Was zespół dochodzeniowców. O 15 chcę mieć na biurku raport! - Komendant obrócił się na pięcie i podreptał do swojego pokoju. Zamknął drzwi.
Conors westchnęła ciężko, wczoraj trochę zabalowała i nie bardzo miała ochotę na dochodzenie o tak wczesnej porze, no ale cóż służba nie drużba. Podeszła do biurka ich sekretarki Mony:
-Stork i Panini u siebie?-zapytała. Mona skinęła głową.
-Wezwij ich na dół powiedz, że mamy nowe śledztwo, niech ruszą tyłki sprzed komputerów. Dziewczyny wymieniły porozumiewawczo spojrzenia i uśmiechnęły się. Wszyscy wiedzieli, że Ci dwaj najbardziej z pracy policjanta lubią te bitwy, które toczą ze sobą przez internet. Jeden w jednym pokoju, drugi tuż obok za ścianą, wielcy wodzowie regularnie posyłali ku sobie swoje wirtualne armie...
Angi, bo tak detektyw Conors miała na imię, zeszła na dół po schodach, po drodze kupiła gorącą czekoladę w automacie. Mimo, że żyła już na tym świecie 32 lata, nigdy jeszcze nie wypiła prawdziwej kawy, za to uwielbiała herbatę i wszelkie słodkości. Może dlatego nie miała tak promowanej przez wszystkie media figury modelki. Miała krągłe biodra, pupę, biust nie za duży, ale też nie na tyle mały aby nie odznaczał się pod jej żakietem, lekkie wcięcie w talii i piekielnie zgrabne wysportowane nogi. Angi lubiła swój wygląd, choć w pracy raczej jej przeszkadzał, ciągle ją oceniano przez pryzmat stereotypu "ładna i głupia". Koledzy na początku traktowali ją jako obiekt seksualny nie jak partnerkę, musiała się dużo napracować, żeby udowodnić, że oprócz pięknej buzi, blond loków do ramion i powabnego ciała ma jeszcze mózg . Angi jak nikt posiadała niezwykłą zdolność kojarzenia faktów, sklejania elementów układanki. nawet FBI prosiło ją o konsultację w kilku sprawach, a do tego miała ogromną, jak jej niebieskie oczy, intuicję kobiecą.
Conors wyszła na parking i podeszła do swojego kochanego czarnego volvo s80, widziała jak w oddali wloką się w jej kierunku Stork i Panini.
- Cześć Angi, co, znowu razem?- Carl Panini wyszczerzył do niej białe równe zęby w głupkowatym uśmiechu. Angi miała z nim dawno temu przelotny romans, do dziś się zastanawiała co ją tak zaślepiło. Popatrzyła na niego z politowaniem i powiedziała-Do wozu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz