poniedziałek, 22 października 2012
4
Elisabeth szła spokojniej do domu. Zbliżała się godzina 17. Nie spieszyła się. Rozmyślała o swojej potajemnej schadzce w pracy z kolegą z trzeciego piętra. Myślenie o tym przyprawiało ją o zawrót głowy. Widywała Toma już niemal od 4 latach, czyli od początku swojej pracy w Tribute Magazine. Każdego dnia mijali się na schodach przeciwpożarowych, którymi oboje schodzili na parking. Eli, tak mówili do niej przyjaciele, któregoś dnia ze zdziwieniem odkryła, że zaczyna czekać na te spotkania, zaczęła coraz śmielej i zuchwalej patrzeć na Toma. On też coraz częściej zwalniał gdy ją widział jakby chciał po prostu dłużej z nią pobyć, poprzyglądać się jej. Obydwoje polubili tą gierkę i oboje czuli to narastające między nimi pozytywne napięcie. Dzisiaj Eli wychodząc z domu ubrała pończochy, krótką szarą spódniczkę i obcisły żółty sweterek, no i obowiązkowo czarne wysokie szpilki. Wyglądała naprawdę seksi. Gdy wychodziła po pracy na parking, nigdzie nie spotkała Toma. Otworzyła drzwi z tyłu swojego samochodu i pochyliła się, żeby wrzucić tam swoje rzeczy. Nagle ktoś złapał ją w pół od tyłu i delikatnie popchnął na tylną kanapę. Serce waliło jej niemiłosiernie szybko, ale nie krzyczała. Wiedziała już kto to jest, rozpoznała go po zapachu perfum. Mogła by przysiąc, że tylko jeden facet w tym budynku tak pachnie.Czekała niecierpliwie co stanie się dalej. Tom popchnął ją jeszcze głębie, następnie odwrócił na plecy i namiętnie pocałował w usta, potem złapał zębami za jedną, a później za drugą pończochę i zsunął je trochę niżej. Elizabeth z podniecenia, aż cała dygotała, zamknęła oczy i czekała, jednocześnie błądząc dłońmi po ciele swojego tajemniczego kochanka. Chwilę później poczuła jego miękkie, ciepłe ręce na swoich piersiach i jego lędzwia między swoimi udami. Potem, w zasadzie nie pamięta już zbyt wiele poza błogostanem jaki pozostał jej aż do teraz. Szła i uśmiechała się sama do siebie. Czuła się jak pijak, któremu w upojeniu alkoholowym urywa się film, tylko, że jej upojenie było znacznie milsze i nie zamierzała po nim mieć kaca. Eli była tak zajęta rozmyślaniem, że w pierwszej chili przeszła obok swojego domu i poszła dalej. Zatrzymała się, wróciła, podeszła do drzwi i weszła do środka. Nagle wszystko jej zawirowało i poczuła, że spada w przepaść. Tym razem bała się okropnie , bo miała przeczucie, że z tej przepaść już się nie wydostanie. Chciała krzyczeć, ale czuła, że słowa jej więzną w gardle, wydała z siebie tylko jakiś dziwny bulgot i nagle cisza i ciemność. Wszystko się urwało.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz